Marzena Szymusińska

O MNIE

Uśmiech nie schodzący z twarzy, magnetyzujące spojrzenie, dobra energia wyczuwalna z kilometra. Tak najczęściej opisują mnie ludzie i tak też sama od jakiegoś czasu zaczęłam na siebie patrzeć.

Dziwaczka, zafiksowana, mająca nie po kolei. Z tymi określeniami również miałam do czynienia nie raz. Nie przeszkadzały mi nigdy, wręcz przeciwnie, lubiłam je i lubię nadal.

Od dzieciaka interesowały mnie rzeczy nie codzienne, wierzyłam w magię, w czarownice, elfy i w to, że zwierzęta są magiczne. No cóż… chyba nikogo to nie zdziwi że do tej pory czekam na list z Hogwartu 😂.

Moją pasją od dziecka jest taniec. Nie obcy mi hip hop, dancehall, jazz, jak i taniec na rurze w klubie nocnym. Od małego również czułam ogromną więź ze zwierzętami, niedawno zafascynował mnie temat Zwierząt Mocy oraz Komunikacji Telepatycznej ze Zwierzętami o czym w skrócie pragnę wam opowiedzieć.

Bliskie memu sercu również odkąd pamiętam były kryształy i inne magiczne rzeczy takie jak karty anielskie czy tarot.

Za sprawą surowizny dołączyła do kręgu zainteresowań jeszcze joga która niesamowicie mi w owocowej drodze pomogła i na odwrót.

CO NA FESTIWALU?

Od zawsze chwytałam wszystkie sroki za ogon i miałam słomiany zapał, brakowało również chęci fizycznych i psychicznych na działanie w kierunku tego co kocham.
Po zmianie diety niewyobrażalnie dużo się zmieniło, poczułam gdzie moja dusza chce iść, w czym czuję się najlepiej i jak mogę to wszystko rozwijać. I o tym właśnie chcę wam opowiedzieć.
Surowy stan otworzył mi oczy.
Otworzył je na tyle iż zdecydowałam się w końcu zmienić imię, które czułam że nie rezonuje ze mną odkąd pamiętam.

Więc…
Będzie trochę o jodze, trochę o tańcu, trochę o zwierzętach, trochę o kryształach, trochę o kartach…
Jednak najwięcej o zmianach 💖

DODATKOWE INFORMACJE

Zdjęcie po lewej ukazuje dziewczynę zmęczoną życiem, spuchniętą zarówno na twarzy jak i na brzuchu.

Ważyłam w tym okresie około 68/70kg przy wzroście 169cm. Moje ciało było zmęczone, tak samo jak i głowa, brakowało mi sił do czegokolwiek, spałam po 10-11h dziennie, wstawanie było dla mnie katorgą. Ciągłe bóle głowy, zatok, anginy kilka razy w roku, łykanie kilku tabletek przeciwbólowych dziennie, antybiotyki przynajmniej 3-4 razy w roku.

Nie miałam ochoty na żadne ćwiczenia fizyczne, ba, nawet do sklepu nie chciało mi się ruszyć tyłka. Dużo imprezowałam, alkohol standardowo – co weekend, od innych mocniejszych używek również nie stroniłam.

Nie lubiłam samej siebie i swojego ciała. Już wtedy byłam na diecie wegańskiej, jednak i na takiej możemy (wbrew powszechnej opinii) być przy kości i odżywiać się syfiato. Wiecie… frytki, oreo itp itd też są wegańskie.

Wszystko zaczęło się powoli zmieniać, gdy z początkiem 2017 roku natrafiłam na stronę O_zapachu_slonca i dowiedziałam się o cudownej mocy surowych roślin. Zaczęłam powoli wprowadzać surowy pokarm do swojej codzienności. Z początku były to śniadania składające się z surowych owoców. Nim się obejrzałam zupełnie naturalnym dla mnie stało się picie świeżych soków cytrusowych (cytrusy to chyba moja największa miłość 🧡).

A jeszcze kilka miesięcy wcześniej nie wyobrażałam sobie zjeść na śniadanie czegoś innego niż kanapka na słono. Nie lubiłam słodkich rzeczy, zarówno jeśli chodzi o czekoladki jak i owoce. Chleb z hummusem i kropka! Od małego również cierpiałam na kompulsywne objadanie się, które towarzyszyło mi zresztą do końca ubiegłego roku.

Od prawie dwóch lat sukcesywnie zwiększała się ilość surowego pokarmu w mojej diecie. W tamtym roku było to około 70-80%. Z czego 70% stanowiły owoce, reszta to surowe warzywa owocowe, pestki, zielenina i oleje tłoczone na zimno.

Ale prawdziwy przełom nastąpił z początkiem 2019r kiedy to zakończyłam swój prawie dwuletni bardzo toksyczny związek. Zaczęłam systematycznie praktykować jogę którą zafascynowałam się rok wstecz. Podchodzić do mojego ciała z miłością. Włączyłam do swojego życia również medytacje, które bardzo uspokoiły kompulsy, od początku tego roku miał miejsce tylko jeden.

Kobieta po prawej stronie jest istotą szczęśliwą, nie pijącą alkoholu od ponad 8 miesięcy (zdarzały się pojedyncze „wpadki”), wolną od jakichkolwiek mocnych substancji odurzających, kochającą swoje ciało, śpiącą po 6-8h dziennie, która wstaje rano z uśmiechem na ustach, która ma mnóstwo energii do działania.

Odnalazłam w końcu ścieżkę w swoim życiu którą chcę podążać. Odradzam się na nowo. Odradzam się do tego stopnia, że w końcu zebrałam się w sobie na odwagę by zmienić imię które odkąd pamiętam ze mną nie rezonowało. A to wszystko miało swój początek w surowym pożywieniu, które niesamowicie oddziałuje zarówno na nasze ciało, duszę i umysł.

Witam wszystkich, mam na imię Marina i jestem szczęśliwym człowiekiem 💖.

Jeśli chcesz posłuchać na żywo o moich magicznych zmianach, zapraszam Cię (niezależnie od diety) na pierwszy w Polsce Owocowy Festiwal, który będzie miał miejsce już niebawem pod Łodzią.

GALERIA ZDJĘĆ

ZNAJDZIESZ MNIE TUTAJ

KUP BILET

GOTOWI NA WSPÓLNE ŚWIĘTOWANIE ŻYCIA?

SPOTKAJMY SIĘ NA OWOCOWYM FESTIWALU!